11/11/2016

Hunter, 11.11.2016, Poznań, Blue Note.



Huntera "znałem" dużo wcześniej niż zacząłem słuchać, a zacząłem przez osobę którą nazywałem przyjacielem a która miała małą, szybko upadającą fazę (i która mnie odrzuciła ale to nie rzecz o tym). To dość niesamowite jak dla mnie w tamtym okresie by zainteresować się polskim zespołem i zafascynować się tak by pozostać na dłużej, pozostać wierniejszym i nazywać go swoim jednym z kilku ulubionych. 
I dopiero teraz udało mi się pójść na pierwszy w życiu ich koncert i już pragnę następnego, tak by nie musieć wychodzić przed końcem z powodu ostatniego autobusu do domu. I może tym razem nie pójść tam samemu ale w sumie to najmniejszy problem bo przecież i tak najważniejsza jest zabawa przy muzyce.
A ja uwielbiam koncerty i muzykę na żywo. To jakby wyjęte z życia parę chwil podczas których możesz wyrzucić z siebie każdy smutek, złość i radość jednocześnie a jak jeszcze jest to coś co porusza cię każdym swoim dźwiękiem w każdy możliwy sposób to chyba jest to najlepsza droga do Narnii. Bo to taka podróż do krainy fantazji, złotem i miodem płynąca która napełnia cię energią mimo, że wychodzisz z niej obolały i wyczerpany. Taki lekki paradoks ale jak piękny i pożądany.
Tak właściwie to na początku powinienem wspomnieć o supporcie - Milczenie Owiec. Bycie supportem to dość trudna sprawa, nie sądzicie. Musicie wystąpić przed tłumem, który ma was lekko gdzieś i prędzej by was zjadł byleby pożądana gwiazda wyszła na scenę. No chyba ze jesteście dość znani i lubiani, to wtedy historia jest trochę inna ale jednak rzadko tak bywa prawda? W każdym razie panowie dali z siebie dużo i starali się rozruszać publikę jak się da. Na początku miałem wrażenie, że będzie to katatonia bo brzmiało tak jakby się nie zgrywali ale szybko się to rozmyło i właściwie pomyślałem, że warto zobaczyć jak brzmią studyjne wersje ich utworów. 
Jednak, jak się spodziewamy, szaleństwo rozpoczęło się na gwieździe wieczoru i to od samego początku pełna parą. Bo jak mogło być inaczej jak zaczęli od "Imperium UBOJU"? To całkiem zabawne, że taki "wegański" utwór jest jednym z moich ulubionych ale co zrobić jak wyszedł genialny (a twoja pierwsza interpretacja była inna). Nie przetoczę wam teraz tutaj całej setlisty z pamięci bo niestety ale nie znam jeszcze wszystkich utworów, co muszę zrobić poprzez uzupełnienie dyskografii, jednak nieznajomość nie przeszkodziła mi w tym by wczuć się w klimat całości. Ale oczywiście najlepiej bawiłem się na tych które znałem takich jak np Labirynt czy Osiem. Oraz na tym świetnym coverze Ramstainowej Ameryki. Był to też pierwszy raz kiedy usłyszałem najnowsze utwory (z płyty, którą teraz notabene przesłuchuje i powiedzieć muszę, że jest naprawdę dobra) i to jest właściwie jedyny moment jaki nagrałem:

 
 RiPosta DrugoKlasisty

Nie chce tutaj pisać o tym jak to zespół był zaangażowany w występ i jaki miał z publiką kontakt bo wydaje mi się to tak oczywiste w ich przypadku, że... A może nie? W sumie nie wiem ilu z was ich zna i zna opowieści o ich koncertach. A więc "zespół był bardzo zaangażowany w występ. Jako całość jak i każdy members* indywidualnie. Widać było, że czerpią z tego przyjemność a tym bardziej jak publika odpowiadała równie wielkim zaangażowaniem w ruchach i śpiewie. Ustawienia techniczne tez były perfekcyjne (przynajmniej dla mnie) dzięki czemu nic z tych spraw nie przeszkadzało w odbiorze."



NieWolność to naprawdę dobra płyta, leci już drugi raz i tylko te słuchawki z Pepco nie były dobrym zakupem bo są zbyt małe i małżowiny mnie bolą. 


















*nie potrafię używać słowa "członek". Za dużo skojarzeń.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz